Marta Radomska – SPRINTEM DO MARZEŃ – recenzja

Marta Radomska – SPRINTEM DO MARZEŃ – recenzja

30 marca 2018 Wyłącz przez Dariusz Mierzwa

Co zrobisz, gdy atrakcyjna sąsiadka zacznie flirtować z Twoim narzeczonym? Ola szykuje się do startu w maratonie, jednak błogi odpoczynek po treningach zakłóca jej niekończący się remont w mieszkaniu piętro wyżej. Właśnie wprowadziła się do niego długonoga biegaczka, która nigdy nie miewa zadyszki, a w biegach długodystansowych jest równie dobra jak w podrywaniu nowych sąsiadów. Marta Radomska – SPRINTEM DO MARZEŃ – recenzja.

Marta Radomska - SPRINTEM DO MARZEŃ - recenzjaOla i jej przyjaciółka Beatka patrzą na blondynkę z coraz większą irytacją, bo ich mężczyźni zupełnie tracą dla niej głowę. Gdy w trakcie spaceru pies-bies znajduje w bocznej alejce parku jej zwłoki, policja planuje przesłuchać wszystkich sąsiadów. Zwłaszcza tych, którzy akurat zapodziali gdzieś kuchenny nóż…

Po debiutanckim „Maratonie do szczęścia” Marta Radomska nie zwalnia tempa. „Sprintem do marzeń” to pełna humoru powieść, a po jej lekturze padniesz ze śmiechu!

Marta Radomska, z wykształcenia filolog polski, prywatnie serce oddała zwierzętom wszelakiej maści, szczególnie kotom i chętnie powierza im rolę ważnych bohaterów swoich książek. Patronat honorowy nad jej twórczością sprawuje siedmioletni dachowiec Atton, współtwórca niespodziewanych (nawet dla autorki) zwrotów akcji, będących wynikiem pożarcia lub upchnięcia za kanapą skradzionych fragmentów tekstów.
 Debiut autorki ,,Maraton do szczęścia”, łączący konwencję komedii romantycznej z kryminałem – bezsprzecznie skradł moje serce. Dlatego też z niecierpliwością i podekscytowaniem wyczekiwałam drugiego tomu cyklu, licząc, że i tym razem się nie zawiodę. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? Niestety, muszę szczerze przyznać, że czuję spory niedosyt. Moim zdaniem kontynuacja nie dorasta do wysokiego poziomu pierwszej części serii, która wręcz kipiała od od dramatycznych akcentów zręcznie przeplatanych z elementami farsowymi, które łączą komizm sytuacyjny ze słownym. Wprawdzie jest dobrze napisana, jednakże ulotnił się gdzieś ten klimat tajemniczej grozy, dający  odczucie lekkiego strachu i napięcia. Spodziewałam się także więcej spektakularnych scen okraszonych delikatną nutką absurdu i improwizacji. Nie zmienia to jednak faktu, że książka sama w sobie jest ciekawa, wciągająca i zabawna.

Marta Radomska – SPRINTEM DO MARZEŃ – recenzja

  Ponownie wracamy do niecodziennych perypetii Aleksandry. Dziewczyna nadal pracuje jako trenerka personalna w fitness klubie, posiada piesa-biesa oraz kota Behemota i jest w szczęśliwym związku z Łukaszem, młodszym przyrodnim bratem jej najlepszego przyjaciela i współpracownika Darka Nawrockiego. Mogłoby się wydawać, że dobra passa jej sprzyja, lecz niespodziewanie na horyzoncie pojawiają się kłopoty w postaci seksownej i wysportowanej blondynki – Sabinki, nowej sąsiadki, która przyciąga zainteresowanie mężczyzn niczym lep muchy. Raz skrzywdzona przez romansującego w pracy mężczyznę Ola, pała nieufnością do wszystkich kobiet, które zbytnio spouchwalają  się z jej ukochanym. Dlatego też w jej głowie zaczyna kiełkować niecny plan pozbycia się biuściastej łani. Wkrótce potem okazuje się, że Sabina nie żyje. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ktoś jej pomógł zejść z tego świata. Czyżby Ola dopuściła się przestępstwa? A może ktoś inny maczał w tym palce? Jeśli tak, to kto? Jedno tylko jest pewne – lepiej mieć się na baczności!
  Miło znów spotkać się z ulubionymi bohaterami: Aleksandrą, Basią, Darkiem i Łukaszem. To dzięki nim powieść zyskuje niepowtarzalny koloryt i urok. Praktycznie każde z nich posiada nieprzecięty charakter i barwną osobowość, co w efekcie przekłada się na szereg oryginalnych interakcji, które bawią, wzruszają, a czasem przerażają. Prym bezsprzecznie wiedzie sympatyczna, zakręcona Ola. Ta dziewczyna po prostu rozbraja swoimi skłonnościami do czarnowidztwa i wyolbrzymiania faktów. Niemal każdą sprawę podnosi do potęgi n-tej i buduje tragedię na skalę wszechświatową, co przysparza jej wiele nieoczekiwanych problemów.
<<Która baba przyzna się dobrowolnie, że robi z igły widły i czepia się potencjalnej rywalki zupełnie bezpodstawnie? (…) Większość  nie przyznałaby się, nawet stojąc przed całym plutonem egzekucyjnym.>>
  Również postacie drugoplanowe nakreślone są wyrazistą kreską i wnoszą od siebie sporo pozytywnych wibracji i jakiś nieokreślony pierwiastek szaleństwa. Niemniej jednak mogłyby być trochę bardziej rozwinięte i aktywne. Szczególnie stanowczo za mało uwagi poświęcono Łukaszowi. Był jakby  tłem dla rozgrywających się wydarzeń. Liczyłam także na więcej bezpośrednich konfrontacji z Sabinką, która jak się poniewczasie okazało, miała sporo grzeszków na sumieniu. Szkoda, że autorka tak szybko postanowiła ”wyeliminować” ją z fabuły. Śmiało można było ten wątek urozmaicić  o kilka efektownych spięć, kłótni czy intryg.
  Duży plus należy się za umiejętnie skonstruowaną warstwę kryminalną. Policja usilnie próbuje ustalić, komu najbardziej zależało na śmierci atrakcyjnej biegaczki. Niestety liczba podejrzanych rośnie z dnia na dzień, a jakby tego było mało – sprawca ponownie sygnalizuje, że to nie koniec jego działań. To wszystko sprawia, że atmosfera niepokoju zagęszcza się coraz bardziej,  wręcz narasta mocno wyczuwalne zagrożenie.
<<-Raczej nie przypuszczam, żeby ta pani w różowym sweterku i w różowych adidaskach miała wyciągnąć z wózka maczetę. Różową – mruknęła Beatka. Albo inne śmiercionośne coś. (…) Przypominam ci, że pani denatka miała różowe buty. Może ten morderca ma obsesję na punkcie kolorów? – Nie wystraszysz mnie – Beatka pokręciła z uporem głową – W parku roi się od bardzo niebieskich policjantów. To powinno zneutralizować mordercze zapędy.>>
  Autorka zgrabnie mami nas poszlakami, prowokuje do różnych spekulacji, by na koniec zszokować rozwiązaniem zagadki. A co najważniejsze – nie przytłacza nadmiarem środków, tradycyjnie używanych w literaturze z dreszczykiem. Przeciwnie. Z właściwym sobie przewrotnym humorem i ironią, odkrywa częściowo karty, ukazując źródło powstania kryzysu, będące zapalnikiem zbrodni.
 Warto docenić także lekki i przyjemny styl pisania autorki. Sprawnie posługuje się barwnym piórem, tworzy niezwykle sugestywne opisy, buduje błyskotliwe dialogi oraz prowadzi interesującą akcję, w której nie brak zarówno dowcipnych momentów jak i paradoksów oraz przejmujących chwil. Jedyne zastrzeżenia, jakie mam dotyczą niepotrzebnego roztrząsania i zagłębiania się w drobiazgi, mające raczej drugorzędne znaczenie. Wiele szczegółów spokojnie można było pominąć bez szkody  dla całości, a korzyścią dla dynamiki wydarzeń. Mam nadzieję, że w trzecim tomie serii ,,Biegiem po miłość” autorka zadba o właściwą równowagę między formą a treścią.  Nie zrażajcie się jednak moimi uwagami, bo zasadniczo, to kawał dobrej kobiecej prozy, która ekscytuje, niepokoi i rozśmiesza do łez. Czego chcieć więcej?
Echo Chorzowa, informacje, wiadomosci, aktualnosci
pinterest