Kiedy dyskusja o prawie zamienia się w pogardę. Refleksja po komentarzach naszych Czytelników.

Kiedy dyskusja o prawie zamienia się w pogardę. Refleksja po komentarzach naszych Czytelników.

28 sierpnia 2026 Wyłączono przez redakcja

Publikacja Echo Chorzowa dotycząca transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw jednopłciowych wywołała wyjątkowo emocjonalną dyskusję. Sam artykuł miał charakter informacyjny. Opisywał wejście w życie nowych przepisów, stanowisko ministra cyfryzacji oraz konsekwencje wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Tymczasem pod materiałem bardzo szybko pojawiły się komentarze, które z dyskusji o prawie zaczęły przechodzić w ocenianie innych ludzi, ich życia, miłości i prawa do godności.

I właśnie dlatego warto zatrzymać się na chwilę nie nad samym rozporządzeniem, lecz nad nami samymi. Bo pytanie, które narzuca się po lekturze części komentarzy, brzmi: dlaczego tak wielu ludzi uważa, że ma prawo mówić innym, jak powinni żyć?

Najpierw słowa, potem pogarda

Historia wielokrotnie pokazywała, że od wykluczenia do nienawiści droga bywa bardzo krótka.

Najpierw pojawia się słowo. Później żart. Potem szyderstwo. Następnie przekonanie, że ktoś jest „gorszy”, „nienormalny”, „niepasujący”, a na końcu przyzwolenie, by ograniczyć mu prawa. Dlatego język ma znaczenie.

Można być przeciwnikiem małżeństw jednopłciowych. Można uważać, że polskie prawo powinno pozostać niezmienione. Można powoływać się na Konstytucję, religię, tradycję czy własny światopogląd. Ale jest zasadnicza różnica między argumentem:

„Nie zgadzam się z takim rozwiązaniem prawnym”

a stwierdzeniem:

„Ci ludzie są gorsi, niemoralni albo nie powinni mieć takich samych praw”.

Pierwsze jest poglądem. Drugie zaczyna być pogardą.

Czy naprawdę chcemy urządzać życie innym?

Zadziwiające jest to, że bardzo często krytykujemy państwa, które zbyt głęboko ingerują w prywatne życie obywateli.

Oburzamy się, kiedy słyszymy o krajach, gdzie prawo reguluje sposób ubierania się, publiczne okazywanie uczuć, związki między ludźmi, spożywanie alkoholu czy zachowania uznawane przez władzę za sprzeczne z moralnością.

Mówimy wtedy: jak państwo może mówić dorosłym ludziom, jak mają żyć?

A chwilę później część z nas robi dokładnie to samo. Chce powiedzieć innemu człowiekowi, z kim może stworzyć związek, kogo może kochać i czy jego relacja zasługuje na szacunek. Gdzie tu konsekwencja?

Co naprawdę świadczy o wartości rodziny?

Warto też zadać pytanie jeszcze prostsze.

Czy o wartości związku naprawdę decyduje wyłącznie płeć osób, które go tworzą?

Wyobraźmy sobie dwa domy. W jednym mieszkają kobieta i mężczyzna. Formalnie spełniają najbardziej tradycyjną definicję rodziny. Jeden z małżonków regularnie pije, wszczyna awantury, poniża partnera, stosuje przemoc wobec dzieci. W drugim mieszkają dwie kobiety albo dwóch mężczyzn. Pracują, płacą podatki, opiekują się sobą, wspierają się w chorobie, żyją razem od kilkunastu lat i nikogo nie krzywdzą.

  • Który z tych domów jest bardziej „moralny”?
  • Który bardziej zasługuje na szacunek?

Czy naprawdę pierwszym kryterium powinno być to, kto z kim śpi, a nie to, jak traktuje drugiego człowieka?

Transkrypcja nie oznacza zmiany definicji małżeństwa w Polsce

Warto też przypomnieć fakt, który w emocjonalnej dyskusji bardzo często ginie.

Wyrok TSUE z 25 listopada 2025 r. w sprawie C-713/23 nie nakazał Polsce wprowadzenia małżeństw jednopłciowych do krajowego prawa rodzinnego. Trybunał stwierdził natomiast, że państwo członkowskie musi uznać – dla celów wynikających z prawa Unii – małżeństwo dwóch obywateli UE tej samej płci, które zostało legalnie zawarte w innym państwie członkowskim podczas korzystania ze swobody przemieszczania się. Jeżeli transkrypcja jest jedynym mechanizmem umożliwiającym takie uznanie, musi ona być dostępna.

To zasadnicza różnica.

  • Można dyskutować, czy rozwiązanie jest dobre.
  • Można badać jego zgodność z polskim porządkiem konstytucyjnym.
  • Można spierać się o kompetencje Unii i państwa.
  • Ale nie należy zastępować tej debaty obrażaniem ludzi.

Konstytucja nie kończy się na jednym artykule

W komentarzach bardzo często pojawia się art. 18 Konstytucji RP, mówiący o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny. To istotny przepis. Ale Konstytucja składa się również z innych norm.

  • Jest art. 30 mówiący o przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka.
  • Jest art. 32 mówiący, że wszyscy są wobec prawa równi i że nikt nie może być dyskryminowany z jakiejkolwiek przyczyny.

Prawa nie interpretuje się poprzez wyrwanie jednego zdania z całego systemu i „układ” „0” czy „1”. Dlatego spór konstytucyjny może być poważny i uzasadniony. Pogarda wobec ludzi – już nie.

Czy cudza miłość naprawdę komuś zagraża?

W niektórych komentarzach pojawia się argument, że uznanie związku dwóch osób tej samej płci oznacza „promowanie” określonego stylu życia.Ale przecież uznanie czyjegoś istnienia nie jest promocją.

  • To, że państwo uznaje katolicki ślub, nie oznacza promocji katolicyzmu.
  • To, że uznaje małżeństwo osób niewierzących, nie oznacza promocji ateizmu.
  • To, że uznaje rozwód, nie oznacza zachęcania ludzi do rozwodów.
  • Podobnie uznanie prawne związku dwóch osób nie zmusza nikogo, aby sam żył w taki sposób.
  • Nikt nie odbiera osobom heteroseksualnym małżeństwa.
  • Nikt nie delegalizuje tradycyjnej rodziny.
  • Nikt nie zabrania nikomu chodzić do kościoła, wychowywać dzieci zgodnie z własnymi wartościami czy wyznawać konserwatywnych poglądów.
  • Prawa jednego człowieka nie muszą oznaczać utraty praw drugiego.

Dlaczego ludzie są wilkami dla innych ludzi?

Być może jest to najważniejsze pytanie całej tej dyskusji. Dlaczego tak łatwo uznajemy siebie za moralnych sędziów innych ludzi?

  • Dlaczego tak chętnie tworzymy hierarchie: lepsi i gorsi, właściwi i niewłaściwi, normalni i nienormalni?
  • Dlaczego potrafimy usprawiedliwiać przemoc, kłamstwo, alkoholizm, zdradę czy agresję, o ile dzieją się w „tradycyjnej” rodzinie, a jednocześnie oburzamy się na spokojnie żyjących ludzi tylko dlatego, że kochają osobę tej samej płci?
  • Czy naprawdę chcemy oceniać człowieka według tego, z kim dzieli życie?
  • Może lepiej oceniać go według tego, czy jest uczciwy, dobry, odpowiedzialny i czy nie krzywdzi innych.

Zło nie ma narodowości, religii ani orientacji

Podobny mechanizm działa w wielu innych sporach.

  • Pytamy czasem: kto był gorszy – Hitler czy Stalin?
  • Kto jest gorszy – Putin czy Netanjahu?
  • Które ofiary cierpią bardziej – ukraińskie czy palestyńskie?
  • Tymczasem cierpienia człowieka nie da się mierzyć według flagi, narodowości czy politycznych sympatii.

Dziecko zabite na Ukrainie i dziecko zabite w Gazie nie znają naszej polityki. Znają tylko ból i strach. Zło nie przestaje być złem dlatego, że dopuścił się go „nasz” człowiek. I dokładnie tak samo jest z prawami człowieka. Nie mogą obowiązywać tylko tych, których lubimy.

Możemy się różnić bez nienawiści

Echo Chorzowa jest miejscem dyskusji. Jak rownież istniejaca od lat stowrzona przez naszą redakcje grupa „Kocham Chorzów”. Nie oczekujemy, że nasi Czytelnicy będą mieli takie same poglądy. Wręcz przeciwnie – różnica zdań jest naturalną częścią demokracji. Ale chcielibyśmy, aby między „nie zgadzam się” a „gardzę tobą” istniała wyraźna granica.

  • Można być konserwatystą.
  • Można być liberałem.
  • Można być osobą wierzącą lub niewierzącą.
  • Można popierać małżeństwa jednopłciowe albo się im sprzeciwiać.

Ale zanim napiszemy kolejny komentarz o drugim człowieku, warto zadać sobie jedno pytanie:

Czy chciałbym, aby ktoś w taki sam sposób mówił o mnie, mojej rodzinie albo moich dzieciach?

Bo może największym zagrożeniem dla rodziny, społeczeństwa i zwykłych relacji między ludźmi nie jest to, że dwoje dorosłych ludzi się kocha. Znacznie większym zagrożeniem jest sytuacja, w której zaczynamy uważać, że mamy prawo odbierać drugiemu człowiekowi godność tylko dlatego, że żyje inaczej niż my.

I być może właśnie tego powinniśmy się bać najbardziej.

Redaktor Naczelny Echo Chorzowa

Dariusz Mierzwa

Echo Chorzowa, informacje, wiadomosci, aktualnosci
pinterest