Karuzela – recenzja

Karuzela – recenzja

19 marca 2017 Wyłącz przez redakcja

Agnieszka Lis – KARUZELA, Że cię nie opuszczę aż do śmierci… Renata żyje w nieustannym biegu. Trudno jej znaleźć choćby krótką chwilę tylko dla siebie. Cały dom jest na jej głowie, co przy trójce małych dzieci i ciągle nieobecnym mężu nie jest łatwe. Poza tym, od pewnego czasu kobieta boryka się z różnymi dolegliwościami. Najlżejszy dotyk sprawia, że na jej ciele pojawiają się sińce. Diagnoza lekarska jest jednoznaczna – Renata choruje na białaczkę. Ta wiadomość zupełnie przewraca do góry nogami życie jej i oraz całej rodziny.

Karuzela,  to niezwykła opowieść o walce z okrutną chorobą. Pełna ciepła i subtelnego humoru. To  nie tylko historia Renaty, ale także całej jej rodziny, która w obliczu tragedii jednoczy się na nowo. Są bowiem sytuacje, w których człowiek nie może być sam. Zwłaszcza, gdy każda chwila jest walką o powrót do normalności, o jeszcze jeden mały krok.

Renata to typowa „matka Polka”. Wiecznie zabiegana, zajmuje się dziećmi, domem i robi wszystko, żeby jej najbliżsi byli zadowoleni. Zapomina przy tym o własnych potrzebach i zupełnie bagatelizuje sygnały wysyłane jej przez własne ciało. Kobieta jest pewna, że to przepracowanie i nic więcej. Kto bowiem w dzisiejszych czasach nie jest zmęczony? Zmęczenie okazuje się chorobą, która będzie sprawdzianem dla całej rodziny. Już samo słowo „rak” brzmi dla nich jak wyrok…

Uporządkowane myśli, wygasłe w odpoczynku, bezdźwięk, bezruch. Tylko trwanie, najlepiej na tropikalnym placu, zalanym ostrym słońcem, które wypala, gasi odruchy życia.

Karuzela pokazuje normalne życie zwykłej rodziny. Dobrze wychowane dzieci i ich problemy, zabiegany mąż i panująca nad chaosem Renia. Agnieszka Lis pokazuje, że życie jest nieprzewidywalne i nigdy nie wiemy, z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Renata ma przed sobą wiele ciężkich dni, które przeżywamy razem z nią. Czujemy jej ból, przeżywamy kolejne etapy leczenia, martwimy się o dzieci i męża. Razem z nią również wspominamy dawne czasy i wzruszamy się przy jej słowach.

Mateusz patrzył na lekarza jak dzieciak na zielonego psa. Zdjął okulary, pomasował nasadę nosa, nałożył, znów zdjął. Poklepał się po torsie, szukał w marynarce chusteczki do okularów. Nie miał na sobie marynarki. Nie miał chusteczki. Chuchnął na szkła okularów, nie miał ich czym przetrzeć. Patrzył bezradnie na zaparowane szkła.

Agnieszka Lis napisała książkę, która porusza wiele czułych strun i prowokuje do refleksji. Pokazuje dramat nie tylko Renaty, ale również rodziny, która musi się zjednoczyć, by wspierać chorą. Z tego też powodu Karuzelę należy sobie dawkować. Ja czułam się przygnębiona i mocno przeżywałam to, co działo się w świecie Renaty. W związku z tym musiałam równolegle czytać inną, bardziej optymistyczną lekturę, żeby odpocząć emocjonalnie od trudnego tematu, którym jest nowotwór.

Życie jest ulotne i warto z niego korzystać, ale należy też o siebie dbać. Mam nadzieję, że Karuzela potrząśnie niektórymi kobietami i zmusi je do wizyty u lekarza…

Wydawnictwo Czwarta Strona

(źródło: kto-czyta-nie-pyta.blog.pl)

Echo Chorzowa, informacje, wiadomosci, aktualnosci
pinterest