Byle nikt nie dostrzegł siniaków – Sarah Moss, Mur duchów – recenzja

Byle nikt nie dostrzegł siniaków – Sarah Moss, Mur duchów – recenzja

16 sierpnia 2020 Wyłącz przez redakcja

Mur duchów to bardzo dobrze napisana historia, z mocnym ideowym przekazem. Autorka nie boi poruszać się ciężkich, trudnych tematów. Wciągająca i dająca do myślenia.

„Ludzkie czaszki, czaszki duchów, były brązowe niczym suche liście, tak przypuszczałam, wypolerowane przez wielokrotne dotykanie, osmalone dziesiątkami lat dymu z paleniska, stałyby się artefaktami, a nie tylko częściami ciała(…) Te bębenki i wierzbowy płot z głowami królików, i po co, żeby odstraszyć Rzymian?

Jest kat i jest ofiara – Sarah Moss w „Murze duchów” rysuje wstrząsający obraz rodziny, tkwiącej w sidłach bezwzględnego patriarchatu. Ale jednocześnie pokazuje nam jak niewiele trzeba, by to, co uznajemy za oczywiste z punktu widzenia poszanowania ludzkiej godności, zostało w jednej chwili zaprzepaszczone.

„Mur duchów” to powieść, która cofa nas w czasie – i to na wielu poziomach. Oto Silvie, jej matka, oraz ojciec, na co dzień kierowca autobusu, całą trzyosobową rodziną jadą na obóz antropologiczny. A w zasadzie na obóz przetrwania, podczas którego uczestnicy żyć będą zgodnie z prawidłami jakimi kierowali się Brytowie w epoce żelaza. Ubrani w lniane tuniki mogą jeść tylko to, co rośnie dziko lub to, co sami zabiją, nie wolno im niczego kupić, choć niedaleko obozu jest sieciowy sklep. Muszą być samowystarczalni, nawet jeśli miałoby to być dla nich niekomfortowe czy wręcz mogłoby okazać się groźne.

W ekspedycji uczestniczy niewielka grupka studentów, profesor i właśnie rodzina Silvie, a w zasadzie Sulevii, nazwanej tak przez ojca, pasjonata historii Wielkiej Brytanii. Pasjonata – jak się szybko przekonany – bezkompromisowego, nie dopuszczającego do siebie myśli, że ktoś mógłby złamać zasady obozu. A już szczególnie jego żona i córka. Żona zaprzęgnięta do gotowania posiłków i na każdym kroku przez apodyktycznego męża łajana za to, że nie zdążyła ich zrobić na czas i córka wyznaczona do zbierania jadalnych roślin, karana słownie i fizycznie za wszystko, co w danej chwili wydaje się jej ojcu niewłaściwe.

Co ciekawe Sarah Moss pokazuje rodzinne relacje konkretnych osób w szerszym kontekście, przeprowadzając eksperyment równoległy do tego, który studentom antropologii zaproponował ich profesor. Oto od pierwszej chwili obserwujemy tu też narastającą w grupie skłonność do odtwarzania ról dawnych mieszkańców Wysp, także w aspektach, które nie należą do zasad gry. Odizolowana grupa ludzi zaczyna kierować się zasadami, które we współczesnym, zachodnim społeczeństwie podane byłby ostrej krytyce i tym samym nigdy nie ujrzałyby światłą dziennego, lecz tu – gdzie społeczne normy przestają obowiązywać – odzywają się z całą siłą kulturowe atawizmy, obnażając prawdziwą naturę uczestników obozu. To, co na co dzień ukryte za murem – czy to w milczącej ze strachu rodzinie, czy w czeluściach umysłów uczestników wyprawy antropologicznej – zaczyna coraz śmielej wychodzić na światło dzienne, poniekąd dając niektórym z obozowiczów przyzwolenie na czyny niedopuszczalne.

„Mur duchów” pokazuje nam zatem, jak niewiele trzeba, by odrzucić to, co uznajemy dziś za zdobycze tej cywilizacji, która kieruje się prawami człowieka, poszanowaniem dla ludzkiej godności niezależnie od płci, rasy, orientacji seksualnej czy światopoglądu. Poszanowaniem, które w istocie dla wielu jest tylko kwestią społecznej umowy, którą łatwo zerwać.

Sarah Moss, Mur duchów (Ghost Wall)
Przełożyła Paulina Surniak
Wydawnictwo Poznańskie 2020

Echo Chorzowa, informacje, wiadomosci, aktualnosci
pinterest