Język śląski – jest czy go nie ma?
12 marca 2026Specjaliści nie są jednomyślni. Zapewne istotne jest nastawienie, przyjęte kryteria oceny iperspektywa. Jedno jest pewne, w kwestii języka śląskiego nie ma jednoznacznej oceny środowiska naukowego, które też nie jest apolityczne, co można łatwo zauważyć przy analizie dokonywanych ocen.
Zostawmy zatem rozważania tych środowisk i skupmy się na rzeczywistości, czyli na osobach które na co dzień używają godki. Max Weiner powiedział kiedyś, że „Język to dialekt z armią i flotą wojenną” .My Ślązacy ich nie posiadamy, zatem nasza karta przetargowa przynajmniej dla niektórych zawsze będzie słaba. Pewne jest, ze w kolejnych spisach powszechnych liczba osób deklarujących posługiwanie się językiem śląskiego oscyluje wokół 500 000. Powtórzmy: JĘZYKIEM!
Jo synek z Chorzowa od bajtla, otoczony przez ludzi posługujących się właśnie językiem śląskimnie mam wątpliwości, że godka zasługuje na to by mieć takie przywileje jak inne pełnoprawne języki. Nie musiałem swojej śląskości, ani swojego języka odkrywać, to zawsze było częścią mnie od urodzenia.
Jak było? Język częścią tożsamości?
Moja ulica Kalka, oficjalna jej nazwa nie ma znaczenia, bo wtedy i tak nikt, przynajmniej w moim otoczeniu, jej nie używał. Było to na przełomie lat 70-80 czyli bajtel z wyżu demograficznego. Czy ktoś się wtedy zastanawiał czy godka jest językiem czy nie? Była po prostu naturalnym „narzędziem” porozumiewania się, była powszechna.
Z językiem polskim do szkoły podstawowej nie mieliśmy jako tako kontaktu, czasem na placu zastanawialiśmy się dlaczego ci z bloków godajom inaczej albo czemu my mamy haziel na placu a oni w domu, albo czemu my palimy w piecu a oni maja centralne ogrzewanie. Po prostu dostrzegaliśmy jakieś mniejsze lub większe różnice.
W szkole podstawowej wszystko zależało od tego na jakiego nauczyciela się trafiło. Jak na nawiedzonego polonizatora było ciężko. Moja mama musiała się w szkole tłumaczyć dlaczego jej syn ma w tzw. kąciku czystosci tak egzotyczne, nieznane w Polsce przedmioty jak kokotek,sztaucher czy ausgus.
Już nieco później ale jeszcze w podstawówce pewna nauczycielka stwierdziła, że „wy Ślązacy nadajecie się tylko do pracy w kopalni, hucie lub do naprawiania lodówek”. O co jej chodziło z tymi lodówkami, do dzisiaj nie wiem. W każdym razie wyprowadziło ją z równowagi to, że z kolegą z klasy śmialiśmy się, że przedstawiany nam jako największy polski poeta pisał, że to Litwa jest jego ojczyzną. Nie wszyscy potrafili lub nie chcieli zrozumieć, ze to są dla nas obce i niezrozumiałe tematy. Co więcej opowiadano nam o jakichś stepach akermańskich, Ostrych Bramach, a w doma osprawiali o tym, że opa niy wrocił spod Verdun czy onkla Paula wypusciyli ze lagru na Zgodzie, ale za pora miesięcy umarł.
Nieżyjący już niestety Michał Smolorz pisał o tym w jednym ze swoich felietonów „Ślązacy tym się różnią od pozostałych regionalnych grup etnicznych, że nie doświadczyli ani Polski jagiellońskiej, ani Polski szlacheckiej, ani dramatu rozbiorów i ówczesnych powstań narodowych; zostali wychowani na innych lekturach i podręcznikach, w innych kulturach prawnych. Uczestniczyli w innych wojnach, walczyli z innymi wrogami, mieli innych królów i cesarzy. Dopiero w 1922 r. część regionu znalazła się w granicach Polski, a całość w 1945 r ”
Tak jak za bajtla, tak i w dorosłym życiu godka, język mojego serca, mojej rodziny, jest ze mną w różnych okolicznościach. Wiadomo w doma, ale i w robocie czy na placu.
Powszechny ale czy akceptowany.
Zawsze zech godoł. Niy zawsze i niy kożdymu się to podobało. Było powodem do drwin, wyśmiewania czy nawet wrogości. Czasem było pouczanie, że to nieładnie, brzydko, że powinno się mówić a nie używać „ gwary, języka plebsu”.
Sporo czasu zajęło mi, by zrozumieć, że oni nie mają racji, że nasz język nasza godka to coś wartościowego coś co nas wyróżnia coś co jest częścią naszej tożsamości. Coś z czego powinniśmy być dumni a nie się wstydzić. Moi rodzice czy dziadkowie nie wywierali na mnie presji by używać języka polskiego. Nie negowali godki, dla nich to było naturalne, przecież tak porozumiewali się zanim „prziszła sam Polska”
Jednak nie wszyscy rodzice–Ślonzoki, pozwalali używać godki swoim dzieciom. Lata deprecjonowania ale też i wewnętrznego wypierania naszego języka przyczyniły się do dzisiejszej jego pozycji. Rodzice dla swoich dzieci chcą jak najlepiej, po prostu dzieci nie mówiące czysto po polsku miały mniejsze możliwości w szkole czy w dorosłym życiu zawodowym. Wyższe stanowiska były zarezerwowane dla osób płynnie posługujących się polszczyzną, autochtonizwykle stali na straconych pozycjach.
Jak łatwo zauważyć proces wypierania śląskości pod każdą jej postacią był wspierany przez Państwo i miał charakter instytucjonalny, teoretycznie aż do 89 roku.
Czyli przez ponad 70 lat instytucje państwowe i ich przedstawiciele w terenie mocno pracowali nad tym, by godka zanikała. Warto wspomnieć, że w latach 50-60 dzieci w szkołach były bite za godanie, czyli nie reprymenda czy wezwanie rodziców ale przemoc fizyczna rządziła wśród szkolnych ławek. Proszę się zastanowić jak te bite dzieci już jako dorosłe osoby mogły postrzegać godanie, jakie emocje z tym związane i wreszcie jaki to miało wpływ na późniejsze wychowywanie już swoich dzieci.
Co było a nie jest….
Dzisiaj jakiś mądry polityk mówi, że przecież nikt nie zabrania godać po śląsku (może i tak ale teżnie do końca – nadal są miejsca, w których nie jest to mile widziane) ale co z tymi latami, w których śląski był niszczony, wypierany, wyśmiewany? Przecież to, że godka zanika jest między innymi spowodowane tymi działaniami.
Czy nie byłoby uzasadnione, by Państwo Polskie wsparło dziś nasz tak doświadczony i jakże słaby język? My chcemy by godka przetrwała, nie wbrew, na złość czy przeciw komuś a dlatego, ale, że stanowi on część naszego dziedzictwa.. Uznanie języka spowoduje, że zyska on narzędzia pozwalające mu przetrwać. Naszym marzeniem jest, by godka wróciła do powszechnego użycia, skodyfikowana, z możliwościami do dalszego rozwoju. Tak jak jest to przyjęte w cywilizowanym świecie, gdzie języki mniejszości są wspierane, szanuje się je i pielęgnuje. W Polsce mimo że ponad pół miliona osób deklaruje używanie języka śląskiego, osób płacących podatki, osób oczekujących równego traktowania śląski ciągle nie ma unormowanego statusu.
Prezydent nie podpisał.
To było do przewidzenia, już uzasadnienie odmowy podpisu pod uznaniem języka wilamowskiego, zwiastowało veto również w sprawie naszej godki. Co nom Slonzokom zatem pozostaje? Czy jest sens nadal upominać się o nasz język? Oczywiście, że TAK!
Kropla drąży skałę, naszym zadaniem jest nadal działać i przekonywać nieprzekonanych. Nawet jeśli dziś wydaje nam się, że nasze działania skazane są na porażkę, pomyślmy o przyszłości. Bo kto z nas, u progu lat 90-tych w ogóle wyobrażał sobie debatę o statusie języka śląskiego, w której dziś uczestniczymy?
Świat należy do upartych i cierpliwych. Jesteśmy przekonani do swoich racji, tylko wytrwałością i umiejętnością przekonywania dopniemy swojego. Tego, że język śląski w końcu zostanie oficjalnie uznany!
/Krzyszof Szulc/
Echo Chorzowa, informacje, wiadomosci, aktualnosci



